Zapiski z tamtego świata.
Zagłada we Lwowie w dzienniku Profesora i wspomnieniach jego wnuka

Wymiary:
170 mm x 240 mm
 
Oprawa:
twarda
 
Liczba stron:
170
 
Rok wydania:
2011
 
ISBN:
9788393137381
 
Powiadom mnie o dostępności tego produktu w wersji książkowej

Dwie częściowo równoległe relacje z Zagłady we Lwowie. Pierwsza z nich to cudem ocalały, pisany w lwowskim getcie, dziennik wybitnego prawnika pochodzenia żydowskiego Maurycego Allerhanda. Druga część to wspomnienia jego wnuka dr. med. Leszka Allerhanda.

      

Poniżej fragment książki: Zapiski Profesora…

 

lipiec 1941:

Dnia 1 lipca 1941, około godz. 17 usłyszałem z mego gabinetu, w którym przebywałem, krzyk w języku niemieckim. Wyszedłem natychmiast do przedpokoju. Tu zauważyłem dwóch wojskowych niemieckich i jednego cywilnego nieznanej narodowości. Jeden z wojskowych, zobaczywszy mnie, krzyknął do mojej żony: „Warum haben Sie gelogen, ich werde sie erschiessen!” (Dlaczego pani skłamała? Zastrzelę panią). Następnie polecił mi ubrać się i iść z nim. Dowiedziałem się później od mojej żony Salomei, że ten sam wojskowy, który jej groził zastrzeleniem, był już przy wejściu poirytowany tem, że drzwi nie otworzono natychmiast po zadzwonieniu i z tego powodu rękawiczką uderzył żonę po ręce. Krzyk zaś pochodził stąd, że żona moja na jego zapytanie, czy jestem w domu, odpowiedziała, że nie wie na pewno, czy przebywam w mieszkaniu, bo miałem wyjść. To oświadczenie żony było prawdziwe, bo zapowiedziałem jej przedtem, że wyjdę z domu, aby interweniować o wypuszczenie mego syna, którego Ukraińcy rano przepędzili do Brygidek. O tem, czy wyszedłem, mogła moja żona być w niepewności, zwłaszcza że mój gabinet był oddalony od pokoju, w którym żona przebywała, wskutek czego możliwe było niespostrzeżone opuszczenie mieszkania (przez) wychodzącego. Zaznaczam, że mieszkanie moje obejmowało 7 pokoi z kuchnią i że każdy pokój był obszerny tak, że w dalszych pokojach nie można było słyszeć odgłosu dzwonka i tego, co się dzieje w (pokojach) położonych bliżej drzwi. Gdy mnie wojskowi zabrali, byłem przekonany, że chodzi o zatrzymanie mnie jako zakładnika. Żona moja i wnuk płakali, ja zaś byłem spokojny, chociaż nie należę do zbyt odważnych. Autem odwieźli mnie wojskowi na ul. Pełczyńską, do budynku, gdzie znajduje się gestapo. Na miejscu zwrócił się do mnie wojskowy, który był niegrzeczny wobec mojej żony, z oświadczeniem, że jestem prezesem Gminy Żydowskiej. Na to zauważyłem, że nim nie jestem od r. 1929. Na jego uwagę: „Wir haben genaue Informationen” (Mam dokładne dane), zauważyłem: „Bezüglich meiner Person habe ich genauere Informationen” (Odnośnie mojej osoby ja mam dokładniejsze dane). Po jakimś czasie zaprowadzono mnie na pierwsze piętro, a to do pokoju, w którym przy biurku siedział wojskowy nie całkiem młody. Obok niego zajęli miejsce owi dwaj wojskowi, którzy do mnie przybyli. Wojskowym, który miał przeprowadzić moje przesłuchanie, był pułkownik Steffens, nie wiem jednak, czy rzeczywiście tak się nazywa i czy podana ranga jest prawdziwa. Przesłuchanie zaczęło się od pytania, czy rozumiem po niemiecku, na co dpowiedziałem: „selbstverständlich” (Naturalnie).

RECENZJE, WYWIADY, ARTYKUŁY
 
http://fzp.net.pl/inne-propozycje/zapiski-z-tamtego-swiata

 




 
Regulamin       O wydawnictwie       Księgarnia       Kontakt